Będę pracownikiem
Tytuł tego wpisu nadam na końcu, bo jeszcze nawet nie wiem, o czym napiszę. Na pewno chcę powiedzieć o tym, jaka jestem wdzięczna sobie za napisanie planu dla Wykonawcy mojej wizji najnowszej strategii dla mojego ebooka. Dzisiaj usłyszałam o wersji planowania, w której występujemy w trzech różnych rolach: Wizjonera, Menadżera i Pracownika (Wykonawcy). O tych rolach mówi Natalia Dołżycka w wywiadzie u Agaty Chmielewskiej.
Kiedy ja sama jestem sobie szefem, to w przeciwieństwie do bycia szefem dla innych ludzi, dla siebie jestem zbyt pobłażliwa. Jak mi się czegoś nie chce, to mi się nie chce i może mi się nie chcieć. Kiedy jestem pracownikiem dla innego szefa, to bardzo mi się chce pracować, bo jakoś łatwiej jest po prostu zrobić pracę bez zastanawiania się, czy muszę ją robić teraz czy mogę później. Po prostu jestem w pracy to pracuję. I teraz u siebie muszę rozdzielić te role, żeby być pracownikiem, który jest oddzielony od swojego szefa i robi swoją pracę bez zwlekania i analizowania, czy to, co aktualnie robię to dobry pomysł, czy może zacznę wchodzić w rolę wizjonera i zmieniać wizję w trakcie wykonywania zadań.
Na tym się dzisiaj skupiłam, żeby być menadżerem i zaplanować pracę dla pracownika. Zrobiłam to tak, jakbym pisała plan dla innego człowieka. Dzięki temu w moim planie nie ma haseł oznaczających zrobienie czegoś, o czym tylko ja wiem, co to jest. Są tak konkretne czynności, które powinny być zrozumiałe dla człowieka, który wie to, co ja wiem, czyli wie, o czym napisałam, ale nie jest mną.
I teraz mam nadzieję i głęboko w to wierzę, że jutro o określonej porze, którą określę rano po przebudzeniu, zajmę się realizacją planu w taki sposób, jak by to ktoś inny zostawił mi plan pracy do wykonania. W dodatku będę miała na to dwie godziny i to jest najlepsze, bo normalnie ciągnęłabym te czynności przez cały dzień, dopieszczając treści, kolory i pozycje. W dodatku zastanawiałabym się czterdzieści razy, co ma być w którym miejscu. Tymczasem mam wyznaczony limit czasu i mam zrobić sześć punktów planu w taki sposób, żeby były one wykonane. Tak, jak to mówił Michał Wawrzyniak: "jakoś". Mam to "jakoś" zrobić, a później zawsze można dodać do tego "jakoś" to brakujące "ć", żeby poprawić "jakość" tego wykonania.
Gdybym nie miała limitu czasu, to wyobrażam sobie, że zebrałabym wszystkie materiały, jakie mam na temat np. strony sprzedażowej, wszystkie przykłady i szkolenia, a następnie próbowałabym z tego WSZYSTKIEGO wyciągnąć najlepszą wersję strony sprzedażowej. Tymczasem już od pewnego czasu myślę o takim podejściu, żeby robić po prostu jakąś stronę zapisu, jakąś prostą stronę sprzedaży, a jak trafię na materiały na temat takiej strony, dopiero wtedy wprowadzę poprawki do istniejącej już strony i będzie to po pierwsze z korzyścią dla szybszego startu takiej strony, jak i dla jakości, która będzie w ten sposób ciągle poprawiana i jednocześnie pracująca. To genialne.
Dodatkowo znalazłam sposób na wyznaczanie sobie nagród za zrobioną pracę. Mirosław Burnejko w swoich "Trzech Poziomach" zawsze mówił o nagrodzie za każdy osiągnięty poziom celu. Było to np. wyjście do restauracji, zakup obrazu itp. Ja dla siebie wymyślałam zjedzenie całego ptasiego mleczka albo jakąś super wyżerkę, bo przecież kocham jeść. Problem polegał na tym, że ja w swojej codzienności też pozwalałam sobie na takie rzeczy i w sumie nie byłyby one dla mnie czymś wyjątkowym, więc nie miałam motywacji, żeby takie nagrody zdobywać, skoro i tak je sobie funduję.
Jednak znalazłam coś, czego sobie zwykle nie funduję, a mam na to ochotę i są to elementy sprzątania, którego nie lubię i nie chcę "tracić" na nie czasu, ale fajnie jest mieć posprzątane. I tak pierwsze na co wpadłam, to umycie kosza na śmieci. Kiedy wyrzucałam śmieci i widziałam, jaki brudny jest śmietnik na jego brzegach, miałam ochotę wrzucić go pod prysznic, jednak nie za bardzo miałam na to czas. Tzn. niby mam czas, ale czułabym, że go tracę, bo w tym czasie mogę przecież zrobić coś bardziej pożytecznego (niby). I tak sobie pomyślałam, że może właśnie to umycie śmietnika wyznaczę sobie jako nagrodę na zrobienie kontentu na 7 dni. Bardzo mnie cieszy ten pomysł. Naprawdę chcę mieć czysty śmietnik i jak to mycie będzie dla mnie nagrodą, to po pierwsze nie będę czuła przy myciu, że "tracę" czas, bo przecież odbieram swoją nagrodę, dodatkowo mam motywację do tego, żeby faktycznie zrobić ten kontent jak najszybciej, żeby mieć już czysty śmietnik.
W ciągu kilku ostatnich dni przyszły mi do głowy podobne pomysły na nagrody i tak wymyśliłam jeszcze odkurzanie samochodu, w którym jest totalny syf i nawet jak pozbieram śmieci, to i tak jest brudno od okruchów. To też będzie moją nagrodą. I teraz mam już około dziesięciu takich nagród. Napiszę je sobie na karteczkach i po każdym dniu dobrze wykonanej pracy jako "pracownik" wylosuję sobie nagrodę. Bardzo się cieszę z tego pomysłu i dzięki temu, że o tym teraz piszę naprawdę czuję wdzięczność za to, że mogę się tak cieszyć ze sprzątania jako nagrody i z realizacji zadań jako pracownik. Jeszcze dzisiaj nie wiem, jak mi to wyjdzie, bo zaczynam od jutra, ale czuję, że pisanie o tym pozwoli mi utrwalić w sobie postawę pracownika, w którego mam się jutro wcielić.
Zaczęłam ten wpis pisać bez tytułu, bo nie wiedziałam, o czym będę pisała, a teraz wyklarował mi się tytuł i będzie mi on przypominał o tym, żeby stawać się pracownikiem codziennie na przynajmniej dwie godziny.
Komentarze
Prześlij komentarz