Słodka dieta szkodzi stawom
Ostatni tydzień dał mi do myślenia. Zawsze gonię i gonię, a między gonitwami po prostu się lenię, a to strata czasu. Z kolei gonienie nie ma końca, więc może lepiej nie gonić aż tak. Tym bardziej, że musiałam się zatrzymać ze względu na moje stawy. Dopadło mnie chyba zapalenia stawów. Mówię "chyba", bo przecież na pogotowiu nie robią tutaj badań, przynajmniej tak mi powiedziano. Tzw. lekarz napisał mi badania, jakie mam zrobić u pseudolekarza GP. Napisał je na moją prośbę na naklejce urwanej z taśmy naklejek. To jest taki profesjonalizm z końca świata, gdzie aktualnie mieszkam. Marzy mi się zamieszkać na Filipinach. Podobno tam jest umiarkowanie ciepło przez cały rok. To zupełnie przeciwieństwo anglii, gdzie jest zimno przez cały rok, tylko zimą jest zimniej, a latem trochę mniej zimno. Oczywiście, zaraz ktoś powie, że był upał w anglii w tamtym roku. Tak, ma racje, było 27 stopni kilka lat temu, a w zeszłym roku u mnie w domu było 33 stopnie, ALE przy włączonych kaloryferach. Tymczasem w Afryce, jak się latem ochłodzi to jest zaledwie 35 stopni. Raj na Ziemi. Wszystko zależy od tego, co dla kogo jest upałem.
Ostatnio na Filipinach było 47 stopni, a podobno nigdy wcześniej nie było więcej niż 39. Jedno takie miejsce na Ziemi na pewno przysłuży reklamie efektu cieplarnianego. Tymczasem anglia jest zimna jak buda dla psa i to przez cały rok. Niech to będzie dowodem, że na efekt cieplarniany trzeba będzie jeszcze długo czekać. Jak dobrze, że są kaloryfery ;)
Może przez to angielskie zimno dopadło mnie to zapalenie stawów. Byłam już zmęczona tym ciągłym ruszaniem się. Jak tylko poszłam spać, to miałam świadomość, że obudzę się z bólem i sztywnością kolejnych kawałków mojego ciała. Muszę to dobrze zapamiętać, kiedy przyjdzie mi do głowy, źle się odżywiać. Możliwe, że dieta bez cukru jest dla mnie jedynym ratunkiem w takiej sytuacji. Bracia Rodzeń nagrali film o jakimś wyzwaniu, które miało polegać na nie jedzeniu cukru przez trzy miesiące jako lekarstwo na bóle stawów. Perspektywa życia w tym bólu przez następne trzy miesiące nie jest zachęcająca, ale jak już jadę na tym Naproxenie, to w międzyczasie mogłabym ratować się taką bezcukrową ketonową dietą. Najważniejsze przy tym będzie po prostu dobrze pamiętać ten poranny ból, to będzie najlepsza motywacja. Problem w tym, że ból się zapomina. Z jednej strony to dobrze, bo zwykle nie ma sensu pamiętać bólu. Gdyby było odwrotnie, nikt by wtedy nie rodził drugiego dziecka. Ale ból, który jest wynikiem słodkiej diety warto pamiętać. Chodzi o to, że nie boli od razu po zjedzeniu słodyczy. Trzeba je jeść miesiącami, żeby naprawdę zaszkodziły i żeby to zabolało.
Zarówno szczupła sylwetka, jak i choroby wynikają z setek albo nawet tysięcy malutkich decyzji, dotyczących naszego jedzenia. Teraz muszę tylko pamiętać o moim bólu, który minął, ale który nadal mi grozi. Ta pamięć powinna mi pomóc podejmować lepsze decyzje, chociaż niekoniecznie przyjemne, bo przecież uwielbiam jeść słodkości.
Co do pracy, to choroba dała mi do myślenia, że koniecznie muszę skupić się na tworzeniu dochodu pasywnego. Do tego wszystko musi działać na automacie. Dzięki temu mogę sobie umrzeć i nadal będę zarabiała. Właściwie to część już takich dochodów mam z książek, ale musiałabym ich napisać ponad tysiąc, żeby móc z tego żyć. Chyba, że skupię się aktywnie na reklamach tych moich książek. Trochę tego jest dużo już przy kilku książkach. Mam kilkadziesiąt blogów, a do każdego przydałoby się jeszcze zbudować kanał na youtube. To dopiero dużo pracy...
Dzisiaj chcę się skupić na jednym małym zadaniu. Niech to będzie plan dla mojego pracownika, którym sama czasami jestem. Niech pracownik dokończy automatyzację do wszystkich produktów, które zostały wymienione w darmowym ebooku. Później trzeba przerobić ebooka na angielską wersję i dzięki temu będę mogła pozbyć się z domu próbek szamponów, które mogę dołączyć do ulotek z moim darmowym ebookiem. Dodatkowo wykupię reklamę w galerii i sprawdzę, czy sprawdza się lepiej niż reklama na youtube.
Komentarze
Prześlij komentarz