Zakup lodówki i czary z afirmacji
Przed napisaniem tego posta przeczytałam mój poprzedni wpis, tzn. przeleciałam go wzrokiem. Wyjadanie wszystkiego z lodówki brzmiało naprawdę jak depresja. Tymczasem to był mus, bo musiałam rozmrozić lodówkę. Przyszedł na to czas, bo w zamrażarce było coraz mniej miejsca przez dorastający lód.
W pracy ktoś mnie zapytał, co będę robiła w wolne dni. Powiedziałam, że mam plan rozmrozić lodówkę, a on ze zdziwieniem zapytał, czy ona sama mi się nie odraża. Ja jeszcze bardziej zdziwiona stwierdziłam, że nie. Lodówka jest stara i mimo że ma tam jakiś mechanizm odprowadzania wody nie wiem dokąd, to jednak obrasta lodem. Jednak chłopak tym pytaniem dał mi do myślenia, że może faktycznie powinnam kupić nową lodówkę. On sam zaraz zaczął szukać mi na ebay nowej lodówki. Pokazał mi w przelocie jakieś naprawdę tanie lodówki i byłam przekonana, że powinnam kupić nową.
W domu zajrzałam na ebay i okazało się, że te tanie lodówki są używane. Nie ma nic złego w używanych lodówkach, chętnie bym taką kupiła, tym bardziej, że wychodzi dużo taniej niż nowa. Wiadomo. Problem tylko w tym, że musiałabym sobie ją przywieźć. To sprawia, że cena lodówki w połączeniu z jej dźwiganiem łącznie jest za duża.
Poszłam wiec na stronę Argos i tam znalazłam najtańszą lodówkę dla mnie. Wsadziłam ją sobie do koszyka jednym kliknięciem i już ją prawie kupiłam. Wystarczyło wybrać datę dostawy... Wybór nie był nieograniczony, hehe. Najbliższy wolny termin na dostawę to wtorek i to w przyszłym tygodniu. Oszaleli? Kto by chciał czekać tyle czasu na nową lodówkę? To ja szybciej swoją rozmrożę łącznie ze zjedzeniem wszystkiego ze środka zamrażalnika. Od razu mnie te terminy zniechęciły i zostałam ze starą lodówką. W sumie dobrze się stało, po co mam wydawać niepotrzebnie ponad tysiąc złotych.
Teraz pomyślałam, o czym by tu jeszcze napisać i tak siedząc przy stole spojrzałam na osę latającą przy kwiatach, które koleżanka przyniosła mi wczoraj w słoiku. Olśnienie! To lawenda - fioletowe kwiaty! Dlaczego to takie istotne? Już mówię, tzn. piszę.
Ostatnio natknęłam się na film jakiejś modelki Mary, która, jak się okazało, nagrywa każdy film o niezwykłej afirmacji. Każdy jest wyjątkowy i niezwykły. Ten pierwszy, który zobaczyłam faktycznie taki był, bo widziałam jej pierwszy film. W każdym razie ona tam czaruje, że przychodzi do Ciebie coś czego chcesz, ale musisz trochę odpuścić chcenie tego. Większość jej filmów jest o pieniądzach, ale tego każdy chce, więc afirmacje nie zawsze działają, bo za bardzo chcemy kasy. Jednak w jednym filmie kobieta zaczarowała widzów na to, żeby w ich życiu pojawiły się... fioletowe kwiaty! Wow!
Minęło naprawdę kilka dni i żadne kwiaty się nie pojawiły. Może nie zawsze zwracałam na to uwagę, chociaż lubie fiolet i zwracam uwagę, jak widzę coś fioletowego. Tymczasem chyba dwa tygodnie temu kolega dał mi zdrapkę, bo podwiozłam go na dworzec autobusowy. Zdrapka była wygrana i miałam sobie odebrać 5 funtów. George powiedział, że mogę sobie odebrać 5 funtów i zostawić pieniądze, albo kupić za 3 funty drugą zdrapkę, jeśli chcę spróbować wygrać więcej. Pomyślałam wtedy, że kupię zdrapkę i jak wygram, to się z nim podzielę. I tak jeździłam z tą zdrapką w samochodzie.
Dopiero niedawno, ale już po obejrzeniu filmów przyciągających pieniądze, poszłam specjalnie do sklepu ze zdrapkami, żeby odebrać moje ofiarowane 5 funtów. Skusiłam się na zdrapkę za 3 funty, taką samą, jak tak od George'a oraz drugą zdrapkę za 2 funty. Wydałam wszystko i po trudnej lekcji odszyfrowywania całej zabawy okazało się, że nie jestem w stanie odczytać tej zdrapki. Zdrapałam cos nie w tej kolejności, co trzeba i teraz już do tego nie dojdę. Powiedziałam sprzedawczyni, żeby mi ją zeskanowała, bo ja nie wiem, o co tu chodzi. Zeskanowała i powiedziała: 5 funtów. Po czym zajęła się nowym klientem i powiedziała, żebym poczekała.
Nie wiem, dlaczego nie chciała mnie obsłużyć do końca. To wyglądało, jakby chciała coś kombinować, bo miała wydruk mojej poprzedniej wygranej 5 funtów i nowy wydruk, którego nie mogłam widzieć. W międzyczasie sięgnęłam po moją zdrapkę i dodrapałam coś jeszcze. Zobaczyłam wygraną 10 funtów, mnożoną przez mnożnik na górze, czyli razy dwa. 20 funtów to nie pięć. Ruby musiała przyznać, że ma wydruk na 20 funtów i tak to się skończyło. To niewiele, ale coś. Następnego dnia zaniosłam George'owi dychę i spojrzał na mnie zdziwiony. Zapytałam, czy pamięta zdrapkę, którą mi dał. Pokazałam mu, jakie zdrapki kupiłam i wydruk z wygraną. Też się ucieszył. Wspomniałam, że gdyby to była maksymalna wygrana 300.000, to przyszłabym do pracy z walizką kasy dla niego. On przyznał, że wtedy od razu by poszedł do domu, hehe.
Wiesz, może to tylko zbieg okoliczności. Filmy afirmacyjne o kasie i mała wygrana. Fajnie, że można było się nią podzielić. A wczoraj przyszła Justyna ze słoikiem lawendy. W ogóle nie pomyślałam o tych czarach z afirmacji, po prostu akurat nie miałam tego w głowie. Dopiero teraz pisząc, zobaczyłam te "fioletowe kwiaty", bo osa zwróciła na nie moją uwagę. Pamiętasz tą bajkę, w której jakaś dziewczyna szła za pszczołą i do czegoś trafiła? Co to było?
A teraz idę napisać tytuł tego wpisu. Było o lodówce i fioletowych kwiatach.
Komentarze
Prześlij komentarz