Zamknij oczy świadomie

 "Życie jest łatwe, kiedy masz zamknięte oczy" - podobno tak śpiewał John Lenon. Czy tu chodzi o świadomość? Tzw. ludzie obudzeni mają większą świadomość wszystkiego albo większości z wszystkiego i niby cieszą się ze swojego oświecenia i otwarcia oczu na to, czego wcześniej nie mogli zobaczyć, ale z drugiej strony świadomość powoduje, że życie może stać się trudniejsze. I tym sposobem napisałam zdanie, które dla SEO jest zdecydowanie za długie. Może to mój wiek powoduje, że nie chce mi się skracać zdań. Po prostu świadomość tego, że świat dąży do ułatwień i skrótów powoduje, że staram się pisać krótkie zdania. Może jednak nie powinnam się dostosowywać aż tak do warunków zewnętrznych, skoro piszę tego bloga dla siebie. Ewentualnie mogą go czytać osoby myślące podobnie o kierunku "rozwoju" świata. Napisałam rozwój w cudzysłowie, bo tak naprawdę kierunek postępu świata zdaje się być raczej cofaniem się w rozwoju. Nie sądzisz?

To takie nowoczesne, żeby wszystko upraszczać. Ja zawsze myślałam, że jak coś jest trudne, to później wszystko inne może okazać się dużo łatwiejsze. Na tej zasadzie, że jeśli uczyć się dużo w szkole i masz trudne zadania do rozwiązania, to nie zagnie Cię byle problem w dorosłym życiu. Współczesna edukacja postępuje w stronę łatwych zadań, ułatwień w życiu ucznia i wychodzenie z krzywdzących ocen. W rezultacie uczniowie nie muszą się w ogóle starać. Za to w życiu dorosłym łatwo coś może przerosnąć ich siłę radzenia sobie z czymkolwiek. Ostatnio o depresji usłyszałam na Audioinspiracjach. Mądre zdanie o tym, że człowiek inteligentny po prostu radzi sobie z wyzwaniami. Jeśli zabraknie mu inteligencji, to dostaje depresji. Jakże to niepopularne teraz zdanie. Z drugiej strony również na Audioinspiracjach była prezentowana książka, w której chwalone było mówienie prostym językiem, bardziej zrozumiałym. Przeniesione to zostało na wszystkie dziedziny życia. Jak robimy coś w prosty sposób, to jest to dobre.

I jak to zwykle bywa należałoby powiedzieć sławne: to zależy. Sama jestem zwolenniczką ulepszeń, ale nie ułatwień za wszelką cenę. Dwa dni temu miałyśmy z koleżankami taką sytuację, w której jako Polki chciałyśmy zrobić coś perfekcyjnie, a zupełnie nam to nie wychodziło. Przygotowałyśmy się do naklejenie ogromnej naklejki na witrynę sklepową. Obejrzałyśmy parę filmów o tym, jak to się robi. Miałyśmy ze sobą różne przydatne rzeczy, o których było wiadomo, że będą potrzebne. Zabrałyśmy też to, co ewentualnie mogłoby się przydać.

Żel antybakteryjny, który rozdawano za darmo w czasie psiandemii przydał się do zmywania kleju z szyby. To były ślady po poprzednich naklejkach. Żel w ogóle nie był używany w trakcie psiandemii, ale dawali go za darmo, więc uzbierało się tego całe kartony. Fajnie, że mógł się teraz przydać. Bardzo dobrze rozpuszcza kleje i pobrudzenia farbami. Ktoś mówił mi, że czyści tym zlewozmywak w kuchni. Szczególnie fajnie usuwa się zabrudzenia pod suszarką do naczyń.

Umyłyśmy porządnie szybę i zdecydowałyśmy się na naklejenie w pierwszej kolejności tej mniejszej naklejki na same drzwi. Szło nam ciężko, bo robiły się bąble i zagięcia. Naklejka była pognieciona, bo przyjechała z daleka w paczce z innymi rzeczami. Za to była 40 razy tańsza niż na miejscu. Dodatkowym kosztem były zagniecenia na obrazkach, które starannie prostowałyśmy. Kilka razy musiałyśmy odklejać naklejkę po kawałku, żeby naprawić ostatnio przyklejaną część, bo się zwichrowała. Zdecydowanie była to trudna praca. Tego się spodziewałyśmy. Nie spodziewałyśmy się tylko, że aż tak nie będzie nam to wychodziło zgodnie z polskimi oczekiwaniami. Właściciel sklepu nie był Polakiem i powiedział, że "może być", a raczej "jest dobzie".

W obliczu tej wielkiej pracy nad dużą naklejką na ponad połowę okna wystawowego byłyśmy zdruzgotane tym, że nie na pewno nie uda nam się tego zrobić perfekcyjnie. Naklejka była na białym tle, na którym tym bardziej było widać każde zagniecenie. Męcząc się i kombinując stwierdziłyśmy w pewnym momencie, że odpuszczamy sobie perfekcję. To była bardzo dobra decyzja. Psychicznie było nam łatwiej, a także naklejanie mogłyśmy skończyć przed wieczorem, kiedy już nic by nie było widać.

Sposobem na to podejście okazało się symboliczne "zamknięcie oczu". Przestałyśmy zwracać uwagę na zagniecenia i bąbelki. Oczywiście, wracałyśmy czasami do punktów, gdzie naprawdę zrobiła się duża fala do zagięcia, ale generalnie "z zamkniętymi oczami" było nam o niebo łatwiej. Na zdjęciu naklejki wyszły pięknie. Właścicielowi wszystko się podobało. Zrobione jest lepsze niż perfekcyjne.

Wygląda na to, że niekoniecznie musimy tak do siebie krzyczeć "przebudźcie się". Dobrze jest "wiedzieć", dobrze jest "mieć świadomość". Masz wtedy "wybór". Tochę za dużo tych cudzysłowiów..., czy jak to sie tam odmienia. Generalnie, globalnie i centralnie chodzi mi o to, że czasami warto też zamknąć oczy świadomie, żeby życie stało się łatwiejsze.

Warto też pamiętać o otwartych oczach wtedy, kiedy jest to istotne, kiedy nie chcemy się dać zmanipulować, kiedy chcemy w dalszym ciągu mieć wybór.

Tak też jest z gotówką, która teraz mi przyszła na myśl. Warto używać gotówki, żebyśmy ZAWSZE mieli wybór, żeby jej nadal używać i pozostawać wolnym chociażby w kwestii zakupów i własności.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czas na zwierzenia

Dokładny czas pracy

Okulary z dziurkami