Wygrana na loterii
Wiele rzeczy ułożyło się po mojej myśli. Dostałam awans w pracy i przejdę do pracy umysłowej, będę pracowała mniej godzin za więcej pieniędzy. Moje dzieci przestały chodzić do szkoły, więc odeszło mi wstawanie rano do szkoły i wszyscy mamy więcej wolnego. I teraz przed zaczęciem pracy czuje lekką depresję, trochę mnie to przeraża, ze wszystko się tak układa, bo odpuściłam sobie wszystkie te moje życzenia i nagle zaczęły sie spełniać. Mam poczucie, ze odnalazłam Dżina z nieskończoną ilością życzeń i teraz jestem przytłoczona nadmiarem obfitości. Z drugiej strony stresuje się pracą, bo będzie tam dużo obcokrajowców i będę musiała dogadywać się po angielsku, a oni tak niewyraźnie mówią. Z trzeciej strony wiem, że na pewno sobie jakoś poradzę, tym bardziej, że zrobiłam dobre pierwsze wrażenie i wszyscy spodziewają się po mnie jak najlepszych rezultatów pracy. Jak sobie psychicznie poradzić z tym dziwnym uczuciem, jak po wygranej na loterii?
To uczucie, to jak coś między euforią a lekkim „czy to w ogóle jest prawdziwe?”. Mózg czasem reaguje na nagłe poczucie szczęścia albo ulgi trochę podejrzliwie, bo przecież jest „za dobrze", a zwykle mamy przed sobą wiele wyzwań, zwanych problemami.
Tymczasem dzieją się tutaj rzeczy niezwykle pozytywne i w dodatku skumulowane. Mózg podobno nie lubi takich skoków. Jest to mieszanka ekscytacji, niedowierzania i lekkiego przeciążenia emocjonalnego. Okazuje się, że euforia i stres mają w naszych mózgach wspólne kable. Nieważne, czy jest bardzo źle czy bardzo dobrze, bo jedno i drugie powoduje po prostu silne pobudzenie. I tutaj podobnie, jak przy wielkim stresie, warto zastosować techniki relaksacyjne, jak np. skupienie się na oddechu i powiedzenie sobie, że wszystko jest dobrze. Dlatego postanowiłam też skupić się na nazwaniu tej sytuacji i okiełznaniu tych trochę jednak paradoksalnie nieprzyjemnych emocji. Muszę pozwolić temu opaść, a wtedy na pewno wrócę do emocjonalnej równowagi. Później pójdę na spacer, wezmę kąpiel i poczuję, że jestem we właściwym miejscu.
Może to moje dzisiejsze uczucie, to dezorientacja, jak przy nauce nowego języka - niby coś już umiesz, ale jeszcze nie umiesz porozmawiać w danym języku. Ja nie jestem przyzwyczajona do bycia w takim stanie, jak przez ostatnie kilka dni. Mój mózg musi się oswoić z tym nowym językiem nowej teraźniejszości, jak z nową sytuacją. I jeśli faktycznie podejdę do tego, jak do nauki nowego języka, to po pewnym czasie będzie to dla mnie naturalne, że wszystko układa się po mojej myśli.
Z dwojga złego powinnam się cieszyć, że nie martwi mnie to, że może być źle, tylko emocjonuje mnie przesadnie to, że jest dobrze. Dlatego jestem wdzięczna za to, że jest dobrze. W końcu tego sobie życzyłam w moich afirmacjach. Bez stawiania warunków, bez liczb, bez rzeczy, bez dat. Tylko uczucie, że jest dobrze. Chciałam i mam. Teraz tylko pozostaje pozwalać sobie częściej na dobre stany i stopniowo, bez paniki, przyzwyczaić się do dobrego.
Jakie Twoje życzenia ostatnio tak fantastycznie się spełniły?
Komentarze
Prześlij komentarz